Bielenda, masełko do ust

30 października 2014
Hejka! z nadejściem pierwszych chłodów u mnie rozpoczyna się walka z problem spierzchniętych warg.
Dlatego dzisiaj postanowiłam zamieścić recenzję masełka do ust.


Skusiło mnie masełko Bielendy
po pierwsze było na promocji za niecałe 6 złotych
po drugie opakowanie mówiło "kup mnie"- jak mogłabym mu odmówić?


Wybrałam "SOCZYSTA MALINA" ponieważ obawiałam się, że "zmysłowa wiśnia" będzie zbyt czerwona na ustach, a "troskliwa brzoskwinia" jakoś do mnie nie przemawiała.

Kolor masełka jest różowy ( jak na zdjęciu) , na ustach wygląda naturalne.
Na początku efekt bezbarwnego błyszczyka, po chwili lekka różowa szminka.


Konsystencja rzadka. Masełka na pewno nie przypomina.

Produkt utrzymuje się dość krótko na ustach. Po maksymalnie 15 minutach zapominam, że cokolwiek na moje usta nakładałam ( może jest to przypadłość po Carmex którym smaruję usta na noc, a czuję go jeszcze rano).

Usta są miękkie i nawilżone przez krótką chwilę, ochrony żadnej nie zauważyłam.

Nie podoba mi się efekt "lepkich ust" który odczuwam następne parę minut po użyciu masełka.

Na plus zasługuje... SMAK. Jest po prostu zniewalająco dobry. Nie mogę się powstrzymać od oblizywania warg, a co za tym idzie wargi pierzchną jeszcze bardziej. ( 1:0 dla spierzchnięcia)

Zapach ma słodki, jednak do soczystej maliny trochę mu brakuje.



Opakowanie ładne ale badziewne. Plastikowe przez co łatwe do uszkodzenia. Zamknięcie prowizoryczne, cały czas mam obawy, że masełko otworzy się w torebce.


Posumowanie:

Fajny... ale błyszczyk. Od masełka (jak sama nazwa wskazuję) oczekuję nawilżenia, porządnego natłuszczenia i ochrony.. tutaj tego zabrakło.

cena:

około 7 złotych

A Wy używanie masełek do ust? Polecacie czy nie ?







Przeczytaj również:

29 komentarzy

Prześlij komentarz

Dziękuję za przeczytanie recenzji.
Zachęcam do pozostawienia komentarza i obserwacji bloga :)

Jestem również na ... @dziewczynaagenta007