Piękna Jesienią / makijaż / Lirene Inglot Lily Lolo Wibo Maybelline

12 października 2016

Podjęłam wyzwanie. Będę "Piękna jesienią" !

To akcja organizowana przez Karolinę. Dla mnie to nowość, odskocznia od blogowej rutyny. Przyznam, że jestem podekscytowana i ogromnie ciekawa Waszej reakcji na co tydzień publikowane tematy. Zapraszam na pierwszy post czyli ulubione kosmetyki w jesiennym makijażu.



Otrzymany niedawno zaledwie w kilka dni zdobył moje serce. Nie tylko zawartością ale również opakowaniem. Stylowym, niezwykle eleganckim i oryginalnym. Tak, zgadza się mowa tutaj o bronzerze Honolulu, Lily Lolo. Zapraszam do środka! A tam piękny, czekoladowy brąz w matowym wykończeniu. Ani grama pomarańczowego odcienia, a do tego trwały i dodający wdzięku każdej urodzie. Właśnie taki jest Honolulu.

Pozostańmy przy brązie który w jesienna szarugę lubi gościć również na moich powiekach. Tutaj z odcieniem Creamy Beige przychodzą moje ulubione cienie Color Tattoo. Jest to kolor z matowej kolekcji który można stosować samodzielnie ale również jako bazę która znacząco przedłuży nakładane na nią cienie. Odcieniem tym nie uzyskacie typowego matu, a delikatnie satynowe wykończenie. Będę powtarzać do znudzenia o boskiej pigmentacji, zaskakującej trwałości oraz łatwości w aplikacji tych produktów.




    Skoro jesteśmy w temacie makijażu oczu nie nie mogę tutaj pominąć eyelinera Inglot. Zakończony jest on twardą końcówka w firmie gąbki która łatwo i przyjemnie sunie po powiekach. Do tego głęboka, mocna czerń połączona z trwałością przez cały dzień. Ideał! 

    Kolejnym hitem jesiennego makijażu jest paleta Wibo Neutral. Posiada ona odcienie które są niezwykle uniwersalne a przy ich pomocy z łatwością stworzymy makijaż dzienny jak i wieczorowy. Trwałość należy do dobrych, a pigmentacja różni się w zależności od kolorów. Na plus zasługuje również różnorodność w wyborze zarówno matowych jak i brokatowych kolorów. Jednym słowem w tej prostej z wyglądu palecie każda znajdzie coś dla siebie!




    Na sam koniec zostawiłam perełkę czyli podkład marki No Mask Lirene. Pomimo, że firma ta znana jest głównie z kosmetyków pielęgnacyjnych udało jej się stworzyć podkład prawie doskonały. Pięknie wtapia się w skórę tworząc naturalny efekt. Cera wygląda zdrowo, jest delikatnie zmatowiona a ja czuję się jakbym na twarz zastosowała jedynie krem. Niestety jest jeden znaczący minus...trwałość. Podkład utrzymuje się koło 8 godzin, dla jednych z Was wynik będzie zadowalający dla mnie jest to za mało. Pomimo tej cechy uważam, że podkład jest cudowny i jeżeli Lirene "podkręci" jego trwałość to ja obiecuję mu dozgonna wierność.


    To wszystkie moje jesienne makijażowe hity. Znacie coś z mojej listy? A może macie swoich ulubieńców w tej kategorii? 



    Przeczytaj również:

    49 komentarzy

    Prześlij komentarz

    Dziękuję za przeczytanie recenzji.
    Zachęcam do pozostawienia komentarza i obserwacji bloga :)

    Jestem również na ... @dziewczynaagenta007